Kupon, którego nie było
Mówią, że w Hawanie niektóre noce zaczynają się zupełnie zwyczajnie.
Od uchylonego okna, ciepłego powietrza, starego radia i pierwszego kieliszka rumu postawionego na drewnianym blacie przed zachodem słońca.
Ta noc zaczyna się właśnie tak.
Naprzeciwko stoi różowa kamienica z wysokimi balkonami. Farba jest spękana, z balustrad zwisają donice, a nad dachami kołyszą się palmy.
Nie ma prawie wiatru.
Mimo to ich liście szumią coraz głośniej, jakby miasto szeptało samo do siebie.
Na stoliku obok radia leży stary kartonik. Jeszcze chwilę wcześniej na pewno go tam nie było.
Pożółkły papier. Czerwony numer. Ślad pieczęci.
Nocny kupon z Hawany.
Niżej zapisano:
Dobra muzyka. Piękne chwile. Odrobina szaleństwa. Same dobre wspomnienia.
Na odwrocie widnieje:
Ważny po północy. Wejście przez różową kamienicę.
Radio zatrzeszczało. Muzyka urwała się w połowie taktu.
Po chwili spokojny głos oznajmił:
— Posiadacz nocnego kuponu proszony jest o przybycie. Miasto nie będzie czekało do rana.
Zegar zatrzymał się dokładnie na dwunastej.
Miasto rusza ponownie
Za oknem pozornie nic się nie zmieniło.
Po ulicy nadal jechał stary błękitny samochód. Przy chodniku stał kremowy wóz z wgniecionym błotnikiem. Nad kamienicami wciąż kołysały się palmy.
Hawana od dawna wyglądała tak, jakby czas zatrzymał się tu z własnej woli.
Dlatego trudno było zauważyć, że tej nocy ruszył ponownie.
Błękitny samochód przejechał pod oknem. Gdy wyłonił się po drugiej stronie ulicy, zniknęła rdza. Lakier odzyskał kolor, chrom zabłysnął, a za kierownicą siedział mężczyzna w jasnym kapeluszu.
Wgniecenie na kremowym samochodzie rozpłynęło się bez śladu. Z otwartego okna popłynęła muzyka orkiestry.
Na różowej kamienicy zniknęły pęknięcia. Kolor wracał na ściany pas po pasie, jakby niewidzialna ręka odnawiała budynek w świetle lamp.
Nad wejściem zamigotał szyld.
Raz. Drugi.
W końcu rozbłysnął czerwonym światłem:
POD TRZEMA PALMAMI.
Z balkonów zniknęły anteny. W oknach pojawiły się ciężkie zasłony. Na ulicę wyszli ludzie w jasnych garniturach, szerokich spódnicach i kapeluszach.
Tylko palmy pozostały takie same.
Radio odezwało się ponownie:
— Hawana, sobota, dwudziesty trzeci marca tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego roku. Noc będzie pogodna. Posiadaczy kuponów zapraszamy przed północą.
Pod Trzema Palmami
Przed wejściem siedział starszy mężczyzna w białym garniturze. Na kolanach trzymał grubą księgę.
— Kupon — powiedział.
Obejrzał kartonik, przyłożył pieczęć i przesunął palcem po liście gości.
— Wszystko się zgadza.
— Co dokładnie?
— Obecność.
— Przecież jestem tu pierwszy raz.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
— W Hawanie „pierwszy raz” i „ponownie” często znaczą to samo.
Za drzwiami nie było klatki schodowej.
Od razu zaczynała się sala pełna złotego światła, muzyki i cieni. Nad stolikami unosił się dym. Suknie wirowały na parkiecie. Trąbka prowadziła melodię, fortepian odpowiadał krótkimi akordami, a bębny odmierzały czas, którego nie pokazywał żaden zegar.
Na ścianie wisiały fotografie dawnych gości.
Jedna z nich przyciągała wzrok.
Przedstawiała tę samą salę, orkiestrę i kobietę z czerwonym kwiatem we włosach. Pośrodku stała osoba trzymająca nocny kupon.
Miała twoją twarz.
Pod zdjęciem widniała data sprzed kilkudziesięciu lat.
— To niemożliwe — padło cicho.
— Jeszcze nie — odpowiedział ktoś z tyłu.
Kobieta z fotografii stała obok. Czerwony kwiat wyglądał tak samo świeżo.
— Zdjęcie zostanie wykonane dopiero tej nocy — powiedziała. — Nie spóźnij się na własne wspomnienie.
Podała dłoń.
Własne wspomnienie
Muzyka przyspieszyła.
Sala zaczęła wirować. Światła rozciągały się w złote smugi, a przez okna wpadało ciepłe powietrze i szum palm.
Przy barze ktoś zapytał:
— Czy przyszłość nadal pamięta smak tej nocy?
Nie było czasu na odpowiedź.
Fotograf ustawił wielki aparat na drewnianych nogach.
— Wszyscy bliżej! Miasto nie lubi pustych miejsc na fotografiach!
Kobieta poprawiła ci kołnierz. Ktoś podał kupon. Orkiestra zamilkła na sekundę.
Błysnęło światło.
Sala zadrżała.
Muzyka oddalała się, jakby płynęła z końca długiej ulicy. Lampy gasły. Twarze rozpływały się w dymie.
Po chwili znów siedzisz przy oknie.
Zegar pokazuje minutę po północy.
Różowa kamienica jest spękana i cicha. Kremowy samochód znów ma wgnieciony błotnik.
Tylko palmy poruszają się bez wiatru.
Na stoliku leży fotografia. Ta sama, która wisiała w sali.
Na odwrocie zapisano:
Nie każda noc należy do czasu, w którym się wydarzyła.
Obok leży kupon z nowym zdaniem:
Wykorzystano wiele lat temu. Należy przekazać dalej.
Należy przekazać dalej
Następnego ranka kupon trafia do kieszeni jasnej marynarki wiszącej na targu staroci.
Nie wiadomo, kto ją kupi ani w którym roku znajdzie kartonik.
Wiadomo tylko, że pewnej nocy radio zatrzeszczy, zegar zatrzyma się na dwunastej, a palmy zaczną poruszać się mimo nieruchomego powietrza.
Wtedy różowa kamienica odzyska kolor.
Nad wejściem zapali się czerwony szyld.
A Hawana przypomni sobie kogoś, kto jeszcze nie zdążył do niej przyjechać.



